jaka stawka godzinowa / miesięczna w Wejherowie ?

Forum » Niania a finanse domowe

Jaką stawkę powinna zaproponować niania podejmując pracę od ponidziałku do piątku na 7-8 godzin dziennie? Chodzi o stawkę miesięczną lub godzinową. Praca tylko z dzieckiem, bez dodatkowych obowiazków typu sprzatanie, zakupy itd. Jedzenie dla dziecka do podgrzania.

29.01.2014 18:28

Witaj ja bym zapronowała stawkę godzinową. Moja obecnie stawka godzinowa wynosi 8zł. Musi pani zobaczyć ile wynosi stawka godzinowa Wejcherowie. Na stawce godzinowej lepiej się wychodzi finansowo. Mama mówi np8 godzin a coś jej wypadnie i bedzie np 9 godzin. Pozdrawiam Niania Magda

29.01.2014 19:14

Nie zgodzę się z Panią Magdą. Najlepiej, gdy ma się stałą stawkę miesieczną, ponieważ za dni wolne takie jak np. święta czy chociażby urlop przy stawce godzinowej nie otrzymuje się wynagrodzenia. Najlepiej umówić się z rodzicami na stałą stawkę, ponieważ wtedy mamy płacone za te dni. Dobrze jest ustalić z rodzicami na początku, że z chwilą, gdy wychodzi nam więcej godzin, będą za nie po prostu płacić dodatkowo.

29.01.2014 19:35

Bogusława D.

Nie zgodzę się z Panią Magdą. Najlepiej, gdy ma się stałą stawkę miesieczną, ponieważ za dni wolne takie jak np. święta czy chociażby urlop przy stawce godzinowej nie otrzymuje się wynagrodzenia. Najlepiej umówić się z rodzicami na stałą stawkę, ponieważ wtedy mamy płacone za te dni. Dobrze jest ustalić z rodzicami na początku, że z chwilą, gdy wychodzi nam więcej godzin, będą za nie po prostu płacić dodatkowo.

Całkowicie się z Panią zgadzam :-) stawka miesięczna plus dodatek za spóźnienia. 

Ja pracując w trzech kolejnych rodzinach praktykowałam już i stawkę miesięczną i godzinową. Obie miały wady i zalety.

W pierwszej pracy miałam 1300zł za miesiąc, ale rodzice się spóźniali i nie raz wychodziło mi po 10 godzin na dzień (chociaż miało być 9). Nie śpieszyło im się z wracaniem, bo wiedzieli, że nie będą musieli za to nic dopłacać. 

W drugiej pracy ustaliłam więc stawkę godzinową i liczyliśmy się bardzo szczegółowo - oni dopłacali za swoje spóźnienie, jeśli mi się zdarzyło spóźnić (a raz tak było, jak autobus nie przyjechał w zimie) to mi się odejmowało od zarobków. Bywały miesiące, że wychodziło mi po 1400zł. Wówczas cieszyłam się z rozliczenia godzinowego. Ale gdy były długie weekendy itp. bywało, że wychodziło po 1100zł.  

A więc, żeby ukrócić spóźnienia rodziców warto wprowadzić dopłaty za nadgodziny... Ale by nie ponosić strat w długie weekendy dobrze jednak trzymać się stawki miesięcznej. 

29.01.2014 20:42

Mała Mi   

Jaką stawkę powinna zaproponować niania podejmując pracę od ponidziałku do piątku na 7-8 godzin dziennie? Chodzi o stawkę miesięczną lub godzinową. Praca tylko z dzieckiem, bez dodatkowych obowiazków typu sprzatanie, zakupy itd. Jedzenie dla dziecka do podgrzania.

Myślę, że może Pani zaproponować stawkę 1350zł miesięcznie plus 9zł za każdą godzinę spóźnienia. Do 30 minut spóźnienia nie liczyłabym tego dodatku (o ile nie są to spóźnienia nagminne) od 31minut do 60 minut - liczyłabym już godzinę spóźnienia.

29.01.2014 20:47

Moim zdaniem powinnaś zaproponować zdecydowanie wyższe wynagrodzenie. Ja (wprawdzie w Poznaniu), kiedy pracowałam na pełny etat, czyli 8h/dziennie miałam stawkę tygodniową 480zł + wszystkie nadgodziny płatne 12zł/h.

Rozumiem, że stawki w Wejcherowie mogą być niższe, ale bez przesady! Przecież Mała Mi ma wykształcenie pedagogiczne, ponad 5 lat doświadczenia i to z dziećmi w każdym wieku. Ja nie posiadam wykształcenia pedagogicznego (jedynie kursy), mam niespełna 3 lata doświadczenia zawodowego i to z dziećmi od 7 tygodnia do 11 roku życia, a 12+ już nie (chyba, że liczyć trzynastoletnią siostrę, ale to już nie jest doświadczenie płatne).

Moim zdaniem powinnaś zaproponować minimum 400zł/tygodniowo (10zł/h). Jeśli w Wejcherowie są bardzo niskie stawki (bo niestety się nie orientuję), to 350zł/tygodniowo (przy 40h pracy, to 8,75zł/h), ale nie mniej! I oczywiście płatne nadgodziny.

Nie rozumiem dlaczego nadgodziny miałyby być gratisowe? Owszem 10 minut spóźnienia raz na kilka miesięcy sama dopuszczałam, ale kiedy rodzic dzwoni do mnie mówiąc, że spóźni się pół godziny, to te pół godziny MUSI być płatne.

Z jedną rodzinką mam nawet takie ustalenia (sami to zaproponowali), że liczymy za każdą rozpoczętą godzinę, czyli 5 minut po już mam płacone za całą godzinę. Wyszli z taką propozycją, żeby się własnie nie spóźniać   

29.01.2014 22:35

Teraz doczytałam, że doświadczenie jest niezawodowe - to może faktycznie 350zł. Aczkolwiek 1350zł, to przy takiej ilości godzin, to nawet nie 8zł/h. Ja za taką stawkę pracowałam 4 lata temu - moja pierwsza praca, bez doświadczenia zawodowego, jako szesnastolatka    więc jest różnica. Dodam, że wtedy byłam z tego układu bardzo zadowlona!   

Maria Spychała editeda this post 29.01.2014 22:40
29.01.2014 22:40

Maria Spychała

Teraz doczytałam, że doświadczenie jest niezawodowe - to może faktycznie 350zł. Aczkolwiek 1350zł, to przy takiej ilości godzin, to nawet nie 8zł/h. Ja za taką stawkę pracowałam 4 lata temu - moja pierwsza praca, bez doświadczenia zawodowego, jako szesnastolatka    więc jest różnica. Dodam, że wtedy byłam z tego układu bardzo zadowlona!   

1350 to jest 9 zł za godzinę. Licząc, że 7-8godzin pracy to średnio 7,5 godziny dziennie. Tak, ja wiem, że to nie jest wymarzona stawka. Ale niestety żywię obawę, że w Wejherowie nikt nie da więcej. Ja w Gdańsku miałam problem z tym, żeby sobie wynegocjować 10zł za dwoje dzieci. A w Wejherowie płacą mniej. Suma sumarum zgodzili się ci moi, żebym dostawała 10zł za dwójkę, ale potem i tak mnie oszukali i nie wypłacili tej kwoty :-( (To jest temat na dwa inne wątki "niewypłacone wynagrodzenie" oraz "mama i niania razem w domu" )

Ostatnio postanowiłam, że nie dam się już nikomu wykorzystać i gdy mama zaproponowała mi opiekę nad dwoma córeczkami w wieku wczesno-przedszkolnym (2 i 3 lata) to ja jej podałam stawkę od 12-15zł za godzinę. Moja stawka za jedno dziecko jest 9zł, więc i tak poszłam rodzicom na rękę. Tyle, że tam było po 9 godzin dziennie, a więc kwota nawet ta najniższa wychodziła ponad 2 tyś. To nie są jakieś wielkie pieniądze przy opiece nad dwójką dzieci, szczególnie że mówimy o kwocie brutto, która zostanie okrojona o podatki. No ale niestety, mama nie zgodziła się na taką kwotę, bo od sąsiadki się dowiedziała, że emerytki pracują po 800zł za miesiąc... (ta jej sąsiadka powierzała emerytce bliźniaki za kwotę 5zł na godzinę).

Z jednej strony powinnyśmy się cenić i nie pozwolić sobie na wyzysk. Z drugiej strony przez osoby, które się godzą pracować za 5zł za godzinę te nianie, które się cenią nie mogą znaleźć pracy.  

30.01.2014 10:24

 

1350 zł za pracę 7 godzin dziennie to na Wejherowo wydaje mi się stanowczo za dużo…Może na Gdańsk to jest kwota ok. ale Wejherowo to jednak mniejsza miejscowość. Tutaj z tego co czytałam na inym forum nianie biorą za pełen etat po 800-900 zł… Stad w sumie jestem zaskoczona, ze ktoś pisze o kwocie 1400—1600 zł

 

Doświadczenie zawodowe mam 2 letnie ( praca w przedszkolu) + 5 lat niezawodowe.

30.01.2014 11:08

Mała Mi   

 

1350 zł za pracę 7 godzin dziennie to na Wejherowo wydaje mi się stanowczo za dużo…Może na Gdańsk to jest kwota ok. ale Wejherowo to jednak mniejsza miejscowość. Tutaj z tego co czytałam na inym forum nianie biorą za pełen etat po 800-900 zł… Stad w sumie jestem zaskoczona, ze ktoś pisze o kwocie 1400—1600 zł

 

Doświadczenie zawodowe mam 2 letnie ( praca w przedszkolu) + 5 lat niezawodowe.

Dziewczyna z Poznania napisała stawki, których u nas nikt nie zapłaci (niestety). To co ja napisałam, te 1350zł, to nie jest wcale tak dużo, ale wiem, że ciężko w Gdańsku o stawkę 9zł za godzinę, a cóż dopiero w Wejherowie. Ale 800-900zł to rozbój w biały dzień. Nie zgadzaj się na taką stawkę. Negocjuj od 1000zł w górę! Powodzenia.

30.01.2014 11:27

Podpytalam trochę innych niań i jedna mi napisała 500 zł więc w ogóle szczeka mi opadła.

30.01.2014 14:24

Mała Mi   

Podpytalam trochę innych niań i jedna mi napisała 500 zł więc w ogóle szczeka mi opadła.

500??? to przy założeniu, że pracujesz 7,5 godziny (a gdy rodzice mówią 7-8 godzin - zwykle jest to    daje Ci 3, (33) zł na godzinę... Na takie coś nikt się nie powinien zgodzić, nawet emerytka, która tylko sobie "dorabia". Albo, która "chce się czymś zająć, bo jej się nudzi samej w domu".

30.01.2014 15:01

Tam nie miała być buźka w okularach! chodziło mi o 8 godzin i zamknięcie nawiasu. No bo niestety - prawda jest taka, że jak rodzice podają widełki od do, to zwykle wychodzi ta większa liczba godzin - rzadko kiedy zdarzało mi się inaczej.

30.01.2014 15:04

No dlatego nadgodziny dodatkowo płatne no ale nawet 500 zł + nadgodziny no to slabo slabo.

30.01.2014 17:03

Mała Mi   

No dlatego nadgodziny dodatkowo płatne no ale nawet 500 zł + nadgodziny no to slabo slabo.

Bardzo słabo. Nie możesz na to przystać!

30.01.2014 18:00

Trochę mnie przeraziło to co piszecie dziewczyny. Ja liczyłam stawkę za 8 godzin, bo z doświadczenia wiem, że jak rodzice mówią 7/8 godzin, to jest ich 8   

Nigdy mi się nie zdarzyło, że ktoś nie zapłacił mi za przepracowane godziny (i mam nadzieję, że się nie zdarzy), ale uważam, że to bezczelność i bardzo Ci współczuję. Jest to tym bardziej bolesne, im bardziej zżyjesz się z rodzinką, u której pracujesz. 

Tak jak pisałam nie znam stawek w Wejcherowie, aczkolwiek 500zł to na pewno za mało. Walcz o swoje, bo podwyżki raczej później nie dostaniesz. Powodzenia!   

30.01.2014 20:21

dziewczyny    Nie chcę się czepiać ale WEJHEROWO a nie WEJCHEROWO

30.01.2014 22:01

Mała Mi   

dziewczyny    Nie chcę się czepiać ale WEJHEROWO a nie WEJCHEROWO

Ja wiem, że przez "H" ale też nie chciałam się czepiać ;-)

Ja miałam ustalone, że za dwóch chłopców będę dostawała 1600zł, czyli 10zł za godzinę. Od początku było powiedziane, że będę pracowała na umowę. Poszłam do tej pracy pod koniec września, a umowa miała być od października. Ale ta mama prowadziła własną działalność i z tym było pewne zamieszanie. Powiedziała mi na początku października, że zarobiła za mało i nie stać ją na ZUS (który na działalności jest mega duży) i zamyka firmę na jakiś czas (luki w polskim prawie dają możliwość zamykania i otwierania działalności co miesiąc) i że sorki umowę podpiszemy od listopada.

Ja w październiku brałam dwa dni wolnego - piątek i poniedziałek. Dostałam to wolne bez problemu, jechałam na Mistrzostwa Polski do Katowic. Zanim podjęłam pracę miałam z nimi ustalone, że raz do roku jeżdżę na Mistrzostwa i potrzebuję wolne dwa dni. Gdy byłam w Katowicach mama mi zadzwoniła, że już nie pracuję. Powiedziała, że to dlatego, że ta jej firma nie ma żadnych zleceń i sama się zajmie dziećmi. Było mi przykro, no ale okej, firma ma kryzys, mama nie ma zleceń, ma więc czas dla dzieci, a nie ma forsy dla niani.

Po powrocie z Katowic poszłam pom wypłatę - było dla mnie jasne, że mi odejmą za te kilka dni, które zostały do końca miesiąca i za te, gdy mnie nie było. Ale myślałam, że nic ponad to nie odejmą. A ona usiadła i z kalkulatorem w ręce odliczyła od mojej pensji jeszcze 21procent podatku!!!

Ja jej mówię, jakim prawem ona to robi? A ona mi na to, że przecież chciałam umowę, a więc chciałam okroić się o podatek. Szczęka mi opadła. Tak chciałam płacić podatek ale Państwu POLSKIEMU a nie RODZICOM! Ale nie miałam nikogo w tym domu, kto by mnie poparł... Nie miałam jak "wyszarpać" swoich pieniędzy i suma sumarum dostałam 912zł za prawie miesiąc pracy, a spodziewałam się, że wyjdzie mi około 1300.

A potem jeszcze się okazało, że już mają nową nianię. Słyszałam jak obaj chłopcy przeraźliwie płakali przy niej. Okłamała mnie mama. Po prostu nie chciała umowy, chciała mnie zwolnić, bo znalazła tańszą nianię na czarno. W dodatku okradła mnie z moich pieniędzy, bo to co na podatek było moje a nie jej. Przez ten cały czas u nich przecież nawet nie miałam ZUSU ani do emerytury mi się nie liczyło.

Pretekst, który podała był strzałem w serducho. Ja "głodzę" jej starszego synka... Tak, dziecko było niejadkiem, trudno było go nakłonić do jedzenia. Ale nie raz sama mi mówiła, że on zje jak będzie chciał, żeby go nie przymuszać. Nie głodziłam tego dziecka: robiłam z nim naleśniczki, które wcinał, jedliśmy w ogrodzie jabłka z drzewa, dzieliłam się z nim nawet własnym jedzeniem, bo wolał moje niż swoje.

Tam w domu była i mama i babcia. Mama pracowała w swoim biurze (zawsze jak szła do wc, albo po kawę, to dzieci do niej leciały - co nie było dobre, bo wyglądało, jakby ode mnie uceikały). A babcia siedziała sobie w domu i robiła to co robią babcie: gotowanie, pranie, ogródek, pogaduszki z koleżankami)

Niestety w dużej mierze to babci zasługa, że chłopiec miał problem z jedzeniem. Bo jak ona widziała, że coś ruszył, to zamiast mu spokojnie pozwolić zjeść, to mu podtykała inne rzeczy, albo dokładała więcej. Wtedy on się wkurzał i nie jadł już zupełnie nic. A w ogóle to mama mi zarzucała, że rzadko ja gotuję dla dzieci. Chociaż mówiłam, że mogę gotować. Ale było tak ponieważ babcia większość dnia zajmowała kuchnię. Zresztą ona robiła tak dużo jedzenia, że gdybym jeszcze ja gotowała obiad, to 3/4 poszłoby na zmarnowanie. Dla mnie było raczej oczywiste, że jak babcia dała dziecku obiad z 2 dań i on tego nie dał rady zjeść, to nie będę mu robiła trzeciego dania.

Ogólnie było na początek powiedziane, że babcia ma mi służyć pomocą, bo dzieci jest dwoje i są bardzo żywe. A wcale mi nie pomagała, przeciwnie utrudniała mi pracę, bo ciągle mi patrzyła na ręce, komentowała, zajmowała kuchnię itd.

A raz przez tę babcię omal nie doszło do tragedii. Miałam przewinąć starszego chłopca z kupki (chłopiec 2lata i 4 mieś)
A Maluszek (roczek) siedział w salonie i się bawił, babcia też tam była. Więc powiedziałam, że zostawiam na dwie minutki Maluszka i przewinę Starszaka i wrócę, czy Pani zerknie na Małego? Zgodziła się. Przewijam starszego w pokoju oddalonym o około 50 metrów od miejsca, gdzie był Mały. Słyszę nagle hałas. Biorę Dużego pod pachę i lecę do salonu. A tam Mały siedzi SAM i buja zjeżdżalnią i poleciał, bo tak rozbujał. Dobiegłam do niego i go złapałam w locie. Leciał do tyłu na podłogę bez dywanu, twardą podłogę z kafli...

Gdzie była babcia? Poszła sobie do ogródka, zostawiając roczne dziecko samo. Gdybym wiedziała, że się nim nie zajmie, to bym przerwała mu zabawę i zabrała go ze sobą do sypialni, gdzie przewijałam Dużego. Ale byłam pewna, że ta babcia przez chwilę będzie go miała na oku... Przecież miała mi pomagać, tak było ustalone. 

31.01.2014 10:36

Troszkę się rozpisałam, a to był temat na dwa inne wątki. Sorry. Jeszcze dodam, że jak szłam tam do pracy to myślałam, że będę miała chwilę dla siebie w  ciągu dnia, na jedzenie i toaletę i żeby usiąść. Ale niestety obaj chłopcy spali na zmianę, prawie nigdy w tym samym czasie. Do tego mama jeszcze wymysliła, żebym codzień zamiatała kafle w salonie (50metrów kwadratowych) a potem myła je mopem - a więc jesli nawet 30 minut z drzemki obu chłopców się pokrywało, to i tak nie był to czas dla mnie na załatwienie moich elementarnych potrzeb fizjologicznych. 

Nie lubiłam tego, że mama jest w domu, nie lubiłam babci, nie lubiłam myć podłogi. Ale lubiłam chłopców, a oni mnie. Nianie na placu zabaw podziwiały mnie, że daję radę z dwoma tak "dzikimi" dziećmi. A ja byłam dumna z siebie, że mam oczy dookoła głowy i nigdy żaden z Dzikusków nawet się nie zadrapał. (chociaż starszy wchodził nawet na drzewa i płoty i na górą część chuśtawki, tam gdzie są przywieszone łańcuchy) Właziłam wszędzie za nim, zdejmowałam go itd. Naprawdę byłam w tym DOBRA.   

31.01.2014 10:49

Troszkę się rozpisałam, a to był temat na dwa inne wątki. Sorry. Jeszcze dodam, że jak szłam tam do pracy to myślałam, że będę miała chwilę dla siebie w  ciągu dnia, na jedzenie i toaletę i żeby usiąść. Ale niestety obaj chłopcy spali na zmianę, prawie nigdy w tym samym czasie. Do tego mama jeszcze wymysliła, żebym codzień zamiatała kafle w salonie (50metrów kwadratowych) a potem myła je mopem - a więc jesli nawet 30 minut z drzemki obu chłopców się pokrywało, to i tak nie był to czas dla mnie na załatwienie moich elementarnych potrzeb fizjologicznych. 

Nie lubiłam tego, że mama jest w domu, nie lubiłam babci, nie lubiłam myć podłogi. Ale lubiłam chłopców, a oni mnie. Nianie na placu zabaw podziwiały mnie, że daję radę z dwoma tak "dzikimi" dziećmi. A ja byłam dumna z siebie, że mam oczy dookoła głowy i nigdy żaden z Dzikusków nawet się nie zadrapał. (chociaż starszy wchodził nawet na drzewa i płoty i na górą część chuśtawki, tam gdzie są przywieszone łańcuchy) Właziłam wszędzie za nim, zdejmowałam go itd. Naprawdę byłam w tym DOBRA.   

31.01.2014 10:50

Powrócę do głównego wątku, ale już ostatni raz, bo robię to z uporem mianiaka od trzech lat i do nikogo to nie trafia.

W Warszawie,Poznaniu, Wejherowie, Pcimiu i Bzibzi Wielkiej minimalna płaca jest taka sama - ustalona "urzędowo". Od stycznia br. to 1680 zł brutto za pelen etat czyli ok 180 h. Poniżej tej kwoty nie można zarejestrować pracownika w ZUS. To, co sobie niania, kominiarz, sprzątaczka, ekspedientka itd wynegocjuje powyżej tej kwoty, to jej sztuka negocjacji, co może być też częściowo uzależnione od warunków ekonomicznych w danym regionie. Jeśli nie ma tam grupy zawodowej zarabiającej przyzwoicie, tak, by móc ze swojej pensji utrzymać pracownika, to znaczy, że nie istnieje tam rynek pracy dla niań.Szukam wtedy innego zajęcia dla siebie, a rodzice innych form opieki nad dziećmi.

Kompletnie nie wzruszają mnie dramatyczne opisy, jak to jesteście wykorzystywane przez rodziców, albo Wasze próby zrozumienia drugiej strony ("nie zapłacą więcej, bo przecież nie mają z czego"). Takim rozumowaniem, same skazujecie się na bycie człowiekiem "drugiej kategorii". Nie dziwiłabym się dziewczynom o niskiej świadomości społecznej, słabo wykształconym, zahukanym, ale większość niań na tym portalu legitymuje się wyższym wykształceniem, nierzadko prestiżowych uczelni. Nie atakuję personalnie żadnej z Was, ale warto się zastanowić czy to nie od Was zależy Wasz los, warunki ekonomiczne Waszych rodzin. O swój byt trzeba samemu dbać. Nie będzie wówczas biadolenia na forum.

31.01.2014 12:57

Akurat jesli chodzi o nianię, to zdaje się, że nie musi ona zarabiać minimalnej krajowej. ZUS itp. płaci państwo, a nie sama niania, dlatego umowa nianiowa rządzi się nieco innymi prawami niż tradycyjna umowa o pracę. Ps. przepraszam, że swoim biadoleniem odbiegłam od wątku ;-) Już więcej nie będę ;-)

31.01.2014 17:17

W całej Polsce jest taka sama najniższa krajowa, ale te nieco wyższe od najniższej mogą być o wiele niższe w małych miastach niż w dużych. I nic dziwnego, że wtedy rodzice proponują maleńskie pensje dla niań. Dziwne jest to, że rodzice nie wstydzą się płacić tak marnie niani, zamiast się rozejrzeć za żłobkiem czy klubikiem malucha. Nawet w małych miastach są takie placówki (jeśli klubik malucha można nazwać placówką). 

31.01.2014 19:21

Elzbieta Olga P.

Powrócę do głównego wątku, ale już ostatni raz, bo robię to z uporem mianiaka od trzech lat i do nikogo to nie trafia.

W Warszawie,Poznaniu, Wejherowie, Pcimiu i Bzibzi Wielkiej minimalna płaca jest taka sama - ustalona "urzędowo". Od stycznia br. to 1680 zł brutto za pelen etat czyli ok 180 h. Poniżej tej kwoty nie można zarejestrować pracownika w ZUS. To, co sobie niania, kominiarz, sprzątaczka, ekspedientka itd wynegocjuje powyżej tej kwoty, to jej sztuka negocjacji, co może być też częściowo uzależnione od warunków ekonomicznych w danym regionie. Jeśli nie ma tam grupy zawodowej zarabiającej przyzwoicie, tak, by móc ze swojej pensji utrzymać pracownika, to znaczy, że nie istnieje tam rynek pracy dla niań.Szukam wtedy innego zajęcia dla siebie, a rodzice innych form opieki nad dziećmi.

Kompletnie nie wzruszają mnie dramatyczne opisy, jak to jesteście wykorzystywane przez rodziców, albo Wasze próby zrozumienia drugiej strony ("nie zapłacą więcej, bo przecież nie mają z czego"). Takim rozumowaniem, same skazujecie się na bycie człowiekiem "drugiej kategorii". Nie dziwiłabym się dziewczynom o niskiej świadomości społecznej, słabo wykształconym, zahukanym, ale większość niań na tym portalu legitymuje się wyższym wykształceniem, nierzadko prestiżowych uczelni. Nie atakuję personalnie żadnej z Was, ale warto się zastanowić czy to nie od Was zależy Wasz los, warunki ekonomiczne Waszych rodzin. O swój byt trzeba samemu dbać. Nie będzie wówczas biadolenia na forum.

Otóż to Elu. Zgadzam się z Tobą w 100%. I dlatego mam w nosie najniższą krajową. Postanowiłam wziąć  los w swoje ręce. Sama jestem sobie szefem i dlatego sama ustalam sobie stawkę za jaką pracuję jak i ilość godzin(zapewniam Was że nie pracuję nawet 100 godzin w miesiącu). Jeśli komuś to odpowiada to współpracujemy jeśli nie to nie. Na brak pracy nie narzekam a stawkę mam na poziomie warszawskim. 

31.01.2014 19:49

Justyno, a skąd bierzesz rodziny, które za mało godzin dużo płacą? Można chcieć brać swój los w swoje ręce i samej sobie być sterem. To jest oczywiste, że się tego chce. Każdy by chciał zarabiać dobrze i przy tym pracować jak najmiej. Ale jeśli narzucasz z góry rodzicom warunek, że chcesz pensję warszawską i tylko 100godzin pracy, to jak udało Ci się tę pracę znaleźć? 99 procent potencjalnych pracodawców od razu odrzuci nianię, która liczy sobie poza Warszawą stolicowe stawki. 

Zresztą, jeśli w ogłoszeniach jest napisane, że np. 7zł za godzinę, to przecież nie napiszę im, że ja chcę 20zł... Bo uznają, że nie umiem czytać ze zrozumieniem. Co innego jak piszą, że kwota do negocjacji. Ale gdy ostatnio chciałam sobie wynegocjować 12zł za dwoje dzieci (co w sumie nie jest dużo, bo za jedno życzę sobie 9zł)  to zostałam odrzucona w przedbiegach. Bo mama uznała, że bym jej zabrała cała pensję. 

31.01.2014 21:39
« Back to the topic list